piątek, 10 kwietnia 2009
if they ain't got balls to bring it, then fuck 'em
Tak wyglądała przemowa Mickey'a Rourke'a, po odebraniu nagrody 2009 Film Independent Spirit Awards za najlepszą rolę męską.
O samym Rourke'u można napisać wiele, i coś mi się wydaje, że teraz, kiedy ponownie wrócił na szczyt, odbijając się od dna (który to już raz?) ktoś wykorzysta moment i napisze biografię tego człowieka.
Podczas swojej przemowy na wyżej wspomnianej gali, Mickey po raz kolejny pokazał swój charakter, swój nonkonformizm i odwagę, którą z pewnością trzeba mieć, żeby zamiast sztucznych łez, dziękowania wszystkiemu i wszystkim oraz apelu o pokój na świecie, powiedzieć właśnie to, co powiedział Mickey Rourke.
Ja widząc to wystąpienie, jeszcze bardziej zacząłem żałować, że Rourke nie dostał Oscara. Jestem pewien, że ominęła nas kolejna ciekawa przemowa w wykonaniu tego aktora. Zapewne chłopakom z Akademii Filmowej zabrakło odwagi, no ale if they ain't got balls...
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

A film "Milk" widziałeś? :-]
OdpowiedzUsuńTak, widziałem też jak Penn dostawał Oscara. W przeciwieństwie do wypowiedzi Rourke'a nic ciekawego nie powiedział :)
OdpowiedzUsuńNieważne co mówił odbierając nagrodę, ważne jak zagrał. A zagrał pierwszorzędnie.
OdpowiedzUsuńTematem tej notki nie jest jednak gra aktorska a osobowość Rourke'a. Penn zagrał świetnie, jednak i tak uważam, że Oscar należał się Pitt'owi lub Rourke.
OdpowiedzUsuńNo ja zgodzę się z autorem, z tym, że zdecydowanie obstawałbym za Pittem. Komentarz dla mnie Denis Arcad na gali rozdania Oscarów 2004: Dziękuję Peterowi Jacksonowi, że jego film nie był nominowany w tej kategorii :)
OdpowiedzUsuń