sobota, 30 maja 2009

Nauczcie się pisać

Warto. Czasem nie potrafimy powiedzieć tego co chcemy. Boimy się reakcji drugiej osoby, wstydzimy się czegoś, coś nas blokuje. Pisząc, możemy ubrać w słowa nasze uczucia czy przemyślenia, a więc wszystko to, co istotne. Możemy przekazać siebie, poprzez słowa.


Nie chcecie mówić – piszcie.

Nie potraficie mówić – piszcie.

Każdy z nas ma tyle do powiedzenia, tyle do przekazania innym. Czasem wystarczy ubrać to wszystko co siedzi w głowie w słowa, aby poczuć wielką ulgę. Aby pozbyć się tego, co ciąży na nas, a czego boimy się wykrzyczeć.


Napisałem dwa listy. Dzięki wysłaniu ich stałem się lepszą osobą. Pozbyłem się tego, czego chciałem pozbyć się od dawna. Napisałem to, czego nie potrafiłem ubrać w słowa mówione. A może potrafiłem, ale nie tak dobrze jak udało mi się to napisać.

Dzięki tym listom jestem szczęśliwy.


Jeśli miałbym już odejść i nic więcej nigdy nie napisać, to te dwa listy wystarczą, abym niczego nie żałował i nie martwił się, że czegoś nie zrobiłem, o czymś zapomniałem.

Cieszę się, że wystarczyło mi odwagi, aby je wysłać.


Chyba za bardzo się tutaj otwieram. Ale w końcu piszę, a to wyzwala.

niedziela, 24 maja 2009

Dzień, kurwa dobry

Poranne programy telewizyjne. Dowiecie się z nich wszystkiego. Jak się ubrać, co jeść, jak schudnąć, w jakiej pozycji robić siku oraz czy twoja siostra ma downa. Spotkacie tam naczelnych pedałów polskiego szołbiznesu – Tomasza Raczka oraz Tomasza Jacykowa (czyżby jakiś duży odsetek Tomaszów w świecie homoseksualistów?), specjalistów, doktorów, Korwin-Piotrowską, która jest przecież chodzącym pudelkiem, a nawet Jana Nowickiego, który nie opuści żadnego programu porannego, czy wieczornego aby poinformować opinię publiczną, że się żeni. Posłuchacie też koncertów z playbacku. Ogólnie rzecz biorąc kilka godzin gówna, które telewizja publiczna oraz jedna z komercyjnych serwują nam każdego poranka. Osobiście wolę rozpocząć dzień od obejrzenia kolejnych powtórek „Świata wg Kiepskich”, który ogłupia zdecydowanie mniej niż poranne programy i tematy w nich poruszane.

Nie uważam, że programy poranne, które są podróbką amerykańskich tzw. ‘morning shows’ są złym pomysłem. Pomysł jest dobry, ale wykonanie tragiczne. Kuba Wojewódzki w jednym z odcinków swojego talk-show, wspomniał o programach, „w których prowadzący rozmawia z kobietą, której cała rodzina umarła na raka, a za chwilę informuje nas o tym co właśnie ugotowali w kuchni”. Wojewódzki tam nie chodzi. Inni znani artyści oraz szanujący się dziennikarze raczej też unikają takich programów. Nawet taka Doda pojawia się tam rzadko.

Właściwie to po co ja piszę ten tekst. Przecież wy lubicie oglądać takie rzeczy. Skoro „M jak miłość” ma kilka milionów widzów…
Zapewne programy poranne będą teraz tylko zyskiwały swoich odbiorców i będą stawały się jeszcze głupsze, aby dotrzeć do jak największych mas. No i pytam siebie ponownie – po co ja o tym piszę? Ano chciałem się tak trochę pożalić.
Dobra, trochę mi ulżyło.
Koniec.

poniedziałek, 11 maja 2009

Gdy pada deszcz

Deszcz ma to do siebie, że zmienia nastawienie. Podczas deszczu słucha się innej muzyki, czyta więcej książek, gazet i ogląda ambitne filmy. Rzadko używam słowa ‘zaduma’, ale jeśli jednak mam go użyć to użyje go nie do świąt (taa… święta czas zadumy) ale w kontekście deszczowych dni. Dziwne, że większość osób woli patrzeć bezmyślnie w telewizor niż skupić się nad czymś i ‘odlecieć’ na chwilę w deszczową pogodę.


Ja po dzisiejszej, deszczowej lekturze prasy muzycznej, muszę stwierdzić, że… Depeche Mode jest wszędzie! W związku ze zbliżającym się koncertem brytyjskiej grupy, który odbędzie się już 23 maja na stadionie warszawskiej Gwardii, w większości prasy muzycznej miałem okazje przeczytać kilka obszernych artykułów o tym zespole.


Jako, że czytacie bloga, a nie gazetę, to zamiast opisywać historię i dodawać moje przemyślenia dotyczące kultowego Depeche Mode, daje wam do posłuchania utwór „Precious” w wersji live. Jest to jeden z tych utworów, które lubię słuchać właśnie wtedy, kiedy za oknem pada deszcz.



poniedziałek, 4 maja 2009

Attenzione! Dziś startuje matura!

Przed państwem najłatwiejsze egzaminy w życiu!


Język polski – do tego przedmiotu uczeń przygotowywał się całe życie. Żeby zdać maturę z

j. polskiego wystarczy poprawnie zinterpretować przeczytany tekst (w ogóle nie trzeba czytać lektur!) a następnie w miarę składnie odpowiedzieć na pytania, które dotyczą tego, co maturzysta wcześniej przeczytał. Błędów ortograficznych można mieć ile się chce, to samo tyczy się interpunkcji. Fakt, klucze są na tyle popieprzone, że ciężko osiągnąć wynik powyżej 80 proc. bez przygotowania, ale z drugiej strony trzeba być niezłym głupkiem, żeby nie zdobyć wymaganych do zdania 30 proc.


Język angielski – czyli ten język, który większość uczniów wybiera jako język obcy na maturze. I tutaj podobnie, matura na poziomie podstawowym jest banalna i każda osoba, która obejrzała w swoim życiu parę filmów z Murzynami, znająca jedynie ‘fak ju’ oraz ‘get ałt bicz’ będzie w stanie zdać maturę z języka angielskiego bez większego problemu.


Przedmiot dodatkowy – teoretycznie też nie powinno być problemu. Większość gimnazjów i liceów są teraz profilowane. Co za tym idzie, najpóźniej w liceum decydujemy się, że jesteśmy np. humanistami i uczymy się historii na poziomie rozszerzonym. Na naukę mamy trzy lata. Powtarzam, trzy lata nauki, po kilka godzin w tygodniu jednego przedmiotu, do egzaminu, który jest na podstawowym poziomie i aby go zdać wystarczy zdobyć jedynie 30 proc. punktów. Nic do dodania.


Matury ustne – oceniane przez parę nauczycieli, którzy odgórnie mają nakazane, żeby uwalać tylko tych, których IQ jest na minusie. Znałem jedną osobę, która nie zdała ustnej matury z języka polskiego. Był to przypadek tragiczny, który nawet kupując dwa lizaki w sklepie, po 30gr jeden, nie wiedziałby ile ma zapłacić.


No i na tym koniec. Kolejny rok, kolejne banalne matury i kolejne tysiące idiotów, którzy zdając ten ‘trudny’ egzamin będą szczycić się posiadaniem egzaminu DOJRZAŁOŚCI.

Ale, nie ma tego złego… Ostatnio w TESCO znów musiałem długo czekać w kolejce.