czwartek, 30 kwietnia 2009

Świnia, grypa, panika.

Mamy kolejny kryzys. Tym razem zdrowotny.
W Polsce od kilku dni, w mediach nasilony jest temat świńskiej grypy. Zgonów nie mamy, zarażonych też nie, ale panika musi być. Jak to zwykle bywa, u nas jest najniebezpieczniej, wszyscy się najbardziej boją, a Lech Kaczyński myśli nad tym, czy może już nie wprowadzić kolejnej żałoby narodowej.
Nie mam ochoty rozpisywać się na temat tej parodii, ani też komentować tego całego zamieszania medialnego, dlatego podam kilka faktów, które może pomogą wam, czytającym ten tekst zrozumieć, że można wyjść z domu, iść do pracy i wyjechać na majówkę. Nawet do Meksyku.

W USA jak na razie na świńską grypę zmarła JEDNA (!) osoba. Rocznie na zwykłą grypę w Stanach Zjednoczonych umiera 35 000 osób. Można łatwo wywnioskować, że kiedy na świńską zmarłą jedna osoba, w tym samym czasie na zwykłą grypę zmarło kilkanaście. W Europie nie zmarł nikt. Kilka przypadków zachorowań na tą chorobę w Europie, lekarze określili jako „mało poważne i nie zagrażające życiu”. W Polsce nikt nie zachorował i nikt nie zmarł.
W Meksyku natomiast zmarło około 170 osób. Jednak zastanówmy się jak do tego doszło i jakim Meksyk jest krajem. Większość osób, które zachorowało i zmarło, mieszkało w bardzo oddalonych od, nazwijmy to ‘cywilizacji’ terenach. Leczyły się same, domowymi sposobami i nie były hospitalizowane. Nie znalazłem informacji na ten temat, ale wydaje mi się, że wiele osób w Meksyku ginie na ‘zwykłe’, mało poważne choroby, ze względu na brak leków i odpowiedniej pomocy medycznej. W chwili obecnej wyleczenie świńskiej grypy jest praktycznie pewne, a do miesiąca powinna pojawić się szczepionka na ten wirus. Zastanówmy się więc, czy patrząc na te FAKTY, powinniśmy obawiać się pandemii i aż tak bać się o własne zdrowie?

Na koniec jeszcze jedna ciekawostka. Pojawiła się teoria, jakoby świńska grypa, była chorobą, która atakuje jedynie Latynosów. Do tej pory zmarli sami Meksykanie (dziecko, które zmarło w USA przyjechało również z Meksyku) a zarażone osoby były również Latynosami (zarówno w stanach jak i w Europie). Idąc tym tropem, powstałą teoria jakoby wirus świńskiej grypy miał oddziaływać jedynie na Latynosów. Czy to prawda? Nikt tego nie potwierdził. Jednak śledząc informację o tej chorobie, zwróćcie na to uwagę.

Mam nadzieję, że ten tekst zaznajomi niektórych z tematem i zmusi do osobistych przemyśleń na temat świńskiej grypy. Chrum, Chrum.

czwartek, 23 kwietnia 2009

Wild wild Kanye West

Kanye West to jeden z niewielu raperów bez „przeszłości”. Nie był gangsterem, nikogo nie zabił, nie sprzedawał narkotyków, a w dodatku dostał się nawet na państwowy uniwersytet w Chicago. Takie CV w świecie rapu nie wróżyło mu wielkiej kariery, dlatego też wiele wytwórni było sceptycznie nastawionych do jego twórczości.

Kanye w końcu zrobił jednak karierę jako producent, ale też jako raper. Lista gwiazd dla jakich robił muzykę jest imponująca, a są na niej m.in. Alicia Keys, Ludacris czy Jay-Z. Jednak mimo tego Kanye potrafi też zaśpiewać, co potwierdzają kawałki takie jak „Diamonds from Sierra Leone”, „Stronger”, czy „Hey mama”, którym artysta podczas każdego koncertu głęboko porusza swoją publiczność. W tym wypadku nie pozostaje mi nic innego, jak wrzucić wam właśnie koncertowe wykonanie tej piosenki i życzyć miłego słuchania.

poniedziałek, 20 kwietnia 2009

Byt Dextera



Ciekawe, czy świat bez uczuć byłby łatwiejszy. Gdyby tak nie czuć nic. Mijać każdego na swojej drodze, nie przejmując się jego losem, nie czuć do niego sympatii ani nienawiści. Odczuwać przyjemność ze zjedzonego obiadu, jednak nie przywiązywać większej uwagi do tego, że jemy go z rodziną i znajomymi. Widzieć świat taki jakim jest naprawdę i po prostu akceptować.

Czy zabójca bez uczuć nie jest lepszym człowiekiem niż cała reszta, która przez uczucia krzywdzi siebie i innych? Czy zabójca bez uczuć widzi dobro i zło? A jeśli nie to dlaczego zabija tylko tych, którzy na to zasługują? Czyżby tylko kodeks?

Może, gdy pozbędziemy się uczuć staniemy się lepsi. Spróbujmy. Nawet na chwilę.

piątek, 17 kwietnia 2009

Apel do kobiet!

Kolejny hit YouTube. Większość z was widziało już pewnie to video, jednak dla tych, którzy nie spotkali się jeszcze z kanadyjskim komikiem Jon'em Lajoie mam filmik, który do tej pory obejrzało prawie 12,5 mln internautów na całym świecie. Mowa oczywiście o "Show me your genitals" :



Autora tego teledysku docenili sami scenarzyści Saturday Night Live, czyli znani i lubiani Will Ferrell oraz Adam McKay, oznajmiając, że są wielkimi fanami kanadyjskiego komika.
Pierwsze wideo Jon'a wypłyneło w 2008 roku i od tej pory zdążył on już zostać jedną z największych gwiazd YouTube oraz... wydać płytę ze swoimi kawałkami, które wcześniej były dostępne tylko w internecie.

Jon Lajoie sparodiował już wiele rzeczy, w tym reklamy telewizyjne a nawet teledysk grupy Coldplay - "Yellow", jednak największą popularność przyniosło mu właśnie "Show me your genitals", które śmiało można nazwać poradnikiem dobrego podrywania w śmiesznym stylu.
Polecam wam obejrzeć to wideo w gronie znajomych i obserwować reakcję kobiet. Te, które będą padały ze śmiechu zapewne mają dystans do siebie i dobre poczucie humoru, ale zapewne znajdą się też takie, które będą chciały rozbić monitor a kanadyjskiego komika zabić i wykastrować (albo na odwrót). Właściwie to zastanawia mnie co by było, gdyby podobne wideo zrobił jakiś Polak. Coś mi się wydaje, że nasze rodzime feministki osobiście zbojkotowałyby całego YouTube.

No, ale póki co mamy i YouTube, a na nim kolejny filmik Jon'a Lajoie, tym razem część druga "Show me your genitals" - "E = MC Vagina" :


środa, 15 kwietnia 2009

Somewhere between cher and James Dean is fine for me

'Cause we all just wanna be big rockstars
Livin' in hilltop houses driving fifteen cars
The girls come easy and the drugs come cheap
We'll all stay skinny cause we just won't eat

And we'll hang out in the coolest bars
In the VIP with the movie stars
Every good gold digger's
Gonna wind up there
Every Playboy bunny
with her bleach blonde hair
and well..

:)

poniedziałek, 13 kwietnia 2009

Prosta historia



Incubus to kolejny kalifornijski zespól z prostą historią. Wokalista z perkusistą poznali się w szkole średniej, później dołączył do nich gitarzysta oraz basista i tak w 1991 roku powstał zespół, który zrobił międzynarodową karierę. Po ośmiu latach od rozpoczęcia działalności i wydaniu „Make yourself” zespół zgarnia podwójną platynę, a głos Brandon’a Boyd’a staje się ogólnie rozpoznawalny zarówno w Stanach Zjednoczonych jak i Europie.

Taka oto prosta historia pokazuje jak w łatwy sposób, mając talent, można nagrywać przeboje. Rozumiem, że Stany Zjednoczone są duże, a Kalifornia bogata, jednak mimo tego zastanawiam się (jeszcze nie znalazłem wytłumaczenia) dlaczego w Polsce nie pojawiają się takie zespoły jak Incubus, grające dobrego rocka, mające prostą historię i dające radę przebić się, chociażby w Europie. Może nie mamy talentu, a może odwagi? Ja nadal w tej kwestii poszukuję wyjaśnienia i sensu, bo niestety, polskie młode zespoły rockowe grają gówno porównywalne do tego, które możemy zobaczyć w „2 girls 1 cup”.

Wracając do przyjemnych tematów, to 9 lipca Incubus startuje z trwającą do 25 sierpnia trasą koncertową po Stanach Zjednoczonych i Kanadzie. Miejmy nadzieję, że w przyszłości będziemy mieli okazje usłyszeć ten zespół w Polsce, a do tego trzeba jego większej rozpoznawalności. Mimo, że wielu fanów rocka wielbi Boyd’a i jego kumpli, to większość słuchaczy w Polsce nie ma pojęcia o istnieniu takiego zespołu jak Incubus.

Ja tymczasem wracam do słuchania „Anna Molly” licząc na to, że już niedługo usłyszę ten kawałek w kilkudziesięciu tysięcznym tłumie, widząc Incubus kilkanaście metrów przed sobą.

niedziela, 12 kwietnia 2009

Harlequin Romance

Zdecydowałem, że nie zaszkodzi jak tym razem na moim blogu pojawi się trochę humoru. Od zawsze zastanawiałem się, czy historie pojawiające się w Internecie, często kopiowane z gazet dla nastolatków, mają w sobie ziarno prawdy. Z jednej strony głowiłem się, czy możliwe jest, że rodzą się aż tacy idioci, z drugiej natomiast spotykałem (i nadal spotykam) na swojej drodze jeszcze większe zera umysłowe niż te z internetowych historii. I właśnie z tego powodu trochę wierzę w historie, którą zobaczycie na załączonym niżej obrazku :



No cóż. Różne są sposoby, żeby się oświadczyć. Ten z pewnością zasługuje na miano oryginalnego. Jeśli bym mógł, poradziłbym tej dziewczynie, żeby oczywiście przyjęła zaręczyny, a historię otrzymania pierścionka opowiadała wszystkim napotkanym osobom. Skoro śmiech to zdrowie, to ta historia i dawka śmiechu jaka dopada każdego, kto poznał tą romantyczną opowieść, oprócz zdrowia, mogłaby dać nawet drugie życie ;-)

sobota, 11 kwietnia 2009

New (Ayo) technology

Wielu z was utwór „Ayo Technology” kojarzy się z bitem Timbalanda, rapem 50-Centa i śpiewem Justina Timberlake’a. Ten kawałek zdecydowanie nadaje się do radia, a nawet do dyskoteki. Dobry bit Timbalanda, wpadający w ucho głosik J.T. z pewnością przyczyniły się do tego, że „Ayo technology” siedziało chwilę w naszych głowach.

Jednak ilu z was było w szoku słysząc cover tego utworu w wykonaniu Belgijki Katerine?

Katerine - Ayo Technology

Rockowe, odmienione wykonanie tego utworu ponownie wpadło w ucho radiowych słuchaczy. Okazało się, że „Ayo Technology” to nie koniecznie musi być dobry bit i gwiazdy amerykańskiego popu. Milow odmieniła ten kawałek i przeniosła go z dyskoteki do pubu, w którym „Ayo Technology” można posłuchać przy spokojnej rozmowie.

Myślicie, że to wszystko? To wyobraźcie sobie teraz ten sam utwór jeszcze bardziej spokojny, wręcz romantyczny i uwodzicielski. Kto jest odpowiedzialny, za to świetne, akustyczne, spokojnie wpadające w ucho wykonanie „Ayo Technology”? Tym razem jest to Milow, pochodzący z Belgii (zbieg okoliczności, czy oni tam wszyscy robią covery tej piosenki?) 27-letni piosenkarz i autor tekstów. Posłuchajmy go:

Milow - Ayo Technology

Jak słychać na tych dwóch przykładach, robiąc cover można stworzyć praktycznie nowy utwór. Miejmy tylko nadzieję, że podobnych perełek pojawi się więcej.

piątek, 10 kwietnia 2009

if they ain't got balls to bring it, then fuck 'em



Tak wyglądała przemowa Mickey'a Rourke'a, po odebraniu nagrody 2009 Film Independent Spirit Awards za najlepszą rolę męską.

O samym Rourke'u można napisać wiele, i coś mi się wydaje, że teraz, kiedy ponownie wrócił na szczyt, odbijając się od dna (który to już raz?) ktoś wykorzysta moment i napisze biografię tego człowieka.
Podczas swojej przemowy na wyżej wspomnianej gali, Mickey po raz kolejny pokazał swój charakter, swój nonkonformizm i odwagę, którą z pewnością trzeba mieć, żeby zamiast sztucznych łez, dziękowania wszystkiemu i wszystkim oraz apelu o pokój na świecie, powiedzieć właśnie to, co powiedział Mickey Rourke.

Ja widząc to wystąpienie, jeszcze bardziej zacząłem żałować, że Rourke nie dostał Oscara. Jestem pewien, że ominęła nas kolejna ciekawa przemowa w wykonaniu tego aktora. Zapewne chłopakom z Akademii Filmowej zabrakło odwagi, no ale if they ain't got balls...

Gangsta piano

Ten facet ma jaja.
W dobie muzyki elektronicznej, rapu i R&B zabłysnął... grając na pianinie.
David Sides, znany jako D-Sides, podbił YouTube nagrywając covery największych popowych hitów ostatniego roku. Jego pierwsze wideo - cover kawałka Apologize - miało 4.5 miliona odsłon. Po sukcesie pierwszego nagrania, pojawiły się kolejne utwory zagrane przez D-Sides'a na pianinie, w tym Linkin Park - In the end, Usher - Love in this club, Rihanna - Umbrella, co w rezultacie poskutkowało tym, że pianista został jedną z najczęściej oglądanych osób na YouTube.

W ostatnim czasie David Sides wydał swój drugi album z coverami pt. "The Collection vol.2". Oprócz wydanego albumu, można go usłyszeć na koncertach, jego MySpace oraz tam gdzie zaczął swoją karierę, czyli na YouTube. Poniżej trzy, moim zdaniem najlepsze wykonania D-Sides'a :

Od tego wszystko się zaczęło, czyli cover One Republic - "Apologize
"


Świetne wykonanie kawałka T-Pain - "Buy you a drink"


I na koniec cover mało znanej piosenki Beyonce - "Halo" z jej ostatniej płyty "I am... Sasha Fierce"