czwartek, 17 września 2009

Kurwa, wracam

Po przerwie związanej z opuszczeniem naszego kraju. Nie żebym zatęsknił i wrócił, raczej wrócił bo musiał i zatęsknił, żeby znów zniknąć. Jednak skoro już jestem to popiszę tu trochę i jeśli chcesz to czytaj, a jeśli nie to spierdalaj :).

Hmm, może takie hasło mogłoby być nowym hasłem bloga? Teraz nastała era mocnej reklamy, wykrzykników.

Przemyślę to.
Do przeczytania.

sobota, 13 czerwca 2009

O ja pierd(op)ole

Kolejny rok, kolejne hity z Ameryki, kolejny singiel grupy Feel, kolejny rok z Dodą, ale już bez Joli. Kolejne Opole.

Oglądanie takich widowisk jak Eurowizja czy coroczny Festiwal w Opolu, daje mi do zrozumienia, że europejska muzyka popowa jest na dnie. A nawet gorzej – w depresji.
Debiuty, premiery, nowe piosenki ‘starych’ artystów. To wszystko jest do dupy. Nie ma ciekawych tekstów, dobrej muzyki, ciekawych osobowości. Nic a nic. Po prostu kolejny jakiś tam festiwal, kolejni młodzi, którzy chcą mieć szansę i kolejni starzy, którzy wierzą, że jeszcze zdążą coś ugrać (tutaj mam na myśli np. KASĘ, który śpiewając piosenkę o facebooku i naszej-klasie myśli, że pozyska nowych słuchaczy, którzy polecą na jego odkrywczy i nowoczesny tekst). Nie będzie w Polsce dobrego popu. Muzyka popowa powinna mieć wielu ciekawych reprezentantów, jednak po obejrzeniu tegorocznego Opola coraz mniej w to wierzę. Jeszcze tylko chce zobaczyć Sopot, aby się upewnić.

A dla tych, którzy nie oglądali, krótkie streszczenie Opola – można było zobaczyć próbujący od roku zrobić karierę zespół Pectus, powracającego na scenę Rynkowskiego, który nadal kojarzy mi się z piosenką o pociągu jadącym z daleka (i to tylko dlatego, że wykonywałem tą piosenkę osobiście podczas jednego z wyjazdów, za czasów przedszkola i dostałem za wykonanie, jakże w tych czasach cenne – jajko niespodziankę!), Anie Wyszkoni śpiewającą piosenkę z ambitnym tekstem (czy ten pan i pani, są w sobie zakochani) oraz starą babkę, która grała w jakimś serialu i za cholerę nie mogę sobie przypomnieć jak się nazywa (niech mi ktoś podpowie). Razem 16 cudownych premier Opola, z której to szesnastki, ani jednego zespołu nie chciałbym usłyszeć nawet jedząc kotleta na wiejskiej imprezie. Następnie debiutanci, którzy mieli wykonywać znane polskie hity (m.in. piosenki Republiki czy Perfectu). Nie będę się rozpisywał, ale jak słuchałem tych wykonań to zastanawiałem się, czy przypadkiem to nie jest jakaś akcja charytatywna dla upośledzonych, którym pozwolono trochę pośpiewać w Opolu. Słuchając wykonania "Mamony", można było usłyszeć krzyk Ciechowskiego. Zza grobu, w którym się przewracał.

Całe szczęście, że mamy dobrego rocka w tym niedobrym kraju nad Wisłą. Idę posłuchać Comy. A następny tekst będzie o prawdziwych popowych gwiazdach, bo nie tylko rockiem ten blog żyje.

sobota, 30 maja 2009

Nauczcie się pisać

Warto. Czasem nie potrafimy powiedzieć tego co chcemy. Boimy się reakcji drugiej osoby, wstydzimy się czegoś, coś nas blokuje. Pisząc, możemy ubrać w słowa nasze uczucia czy przemyślenia, a więc wszystko to, co istotne. Możemy przekazać siebie, poprzez słowa.


Nie chcecie mówić – piszcie.

Nie potraficie mówić – piszcie.

Każdy z nas ma tyle do powiedzenia, tyle do przekazania innym. Czasem wystarczy ubrać to wszystko co siedzi w głowie w słowa, aby poczuć wielką ulgę. Aby pozbyć się tego, co ciąży na nas, a czego boimy się wykrzyczeć.


Napisałem dwa listy. Dzięki wysłaniu ich stałem się lepszą osobą. Pozbyłem się tego, czego chciałem pozbyć się od dawna. Napisałem to, czego nie potrafiłem ubrać w słowa mówione. A może potrafiłem, ale nie tak dobrze jak udało mi się to napisać.

Dzięki tym listom jestem szczęśliwy.


Jeśli miałbym już odejść i nic więcej nigdy nie napisać, to te dwa listy wystarczą, abym niczego nie żałował i nie martwił się, że czegoś nie zrobiłem, o czymś zapomniałem.

Cieszę się, że wystarczyło mi odwagi, aby je wysłać.


Chyba za bardzo się tutaj otwieram. Ale w końcu piszę, a to wyzwala.

niedziela, 24 maja 2009

Dzień, kurwa dobry

Poranne programy telewizyjne. Dowiecie się z nich wszystkiego. Jak się ubrać, co jeść, jak schudnąć, w jakiej pozycji robić siku oraz czy twoja siostra ma downa. Spotkacie tam naczelnych pedałów polskiego szołbiznesu – Tomasza Raczka oraz Tomasza Jacykowa (czyżby jakiś duży odsetek Tomaszów w świecie homoseksualistów?), specjalistów, doktorów, Korwin-Piotrowską, która jest przecież chodzącym pudelkiem, a nawet Jana Nowickiego, który nie opuści żadnego programu porannego, czy wieczornego aby poinformować opinię publiczną, że się żeni. Posłuchacie też koncertów z playbacku. Ogólnie rzecz biorąc kilka godzin gówna, które telewizja publiczna oraz jedna z komercyjnych serwują nam każdego poranka. Osobiście wolę rozpocząć dzień od obejrzenia kolejnych powtórek „Świata wg Kiepskich”, który ogłupia zdecydowanie mniej niż poranne programy i tematy w nich poruszane.

Nie uważam, że programy poranne, które są podróbką amerykańskich tzw. ‘morning shows’ są złym pomysłem. Pomysł jest dobry, ale wykonanie tragiczne. Kuba Wojewódzki w jednym z odcinków swojego talk-show, wspomniał o programach, „w których prowadzący rozmawia z kobietą, której cała rodzina umarła na raka, a za chwilę informuje nas o tym co właśnie ugotowali w kuchni”. Wojewódzki tam nie chodzi. Inni znani artyści oraz szanujący się dziennikarze raczej też unikają takich programów. Nawet taka Doda pojawia się tam rzadko.

Właściwie to po co ja piszę ten tekst. Przecież wy lubicie oglądać takie rzeczy. Skoro „M jak miłość” ma kilka milionów widzów…
Zapewne programy poranne będą teraz tylko zyskiwały swoich odbiorców i będą stawały się jeszcze głupsze, aby dotrzeć do jak największych mas. No i pytam siebie ponownie – po co ja o tym piszę? Ano chciałem się tak trochę pożalić.
Dobra, trochę mi ulżyło.
Koniec.

poniedziałek, 11 maja 2009

Gdy pada deszcz

Deszcz ma to do siebie, że zmienia nastawienie. Podczas deszczu słucha się innej muzyki, czyta więcej książek, gazet i ogląda ambitne filmy. Rzadko używam słowa ‘zaduma’, ale jeśli jednak mam go użyć to użyje go nie do świąt (taa… święta czas zadumy) ale w kontekście deszczowych dni. Dziwne, że większość osób woli patrzeć bezmyślnie w telewizor niż skupić się nad czymś i ‘odlecieć’ na chwilę w deszczową pogodę.


Ja po dzisiejszej, deszczowej lekturze prasy muzycznej, muszę stwierdzić, że… Depeche Mode jest wszędzie! W związku ze zbliżającym się koncertem brytyjskiej grupy, który odbędzie się już 23 maja na stadionie warszawskiej Gwardii, w większości prasy muzycznej miałem okazje przeczytać kilka obszernych artykułów o tym zespole.


Jako, że czytacie bloga, a nie gazetę, to zamiast opisywać historię i dodawać moje przemyślenia dotyczące kultowego Depeche Mode, daje wam do posłuchania utwór „Precious” w wersji live. Jest to jeden z tych utworów, które lubię słuchać właśnie wtedy, kiedy za oknem pada deszcz.



poniedziałek, 4 maja 2009

Attenzione! Dziś startuje matura!

Przed państwem najłatwiejsze egzaminy w życiu!


Język polski – do tego przedmiotu uczeń przygotowywał się całe życie. Żeby zdać maturę z

j. polskiego wystarczy poprawnie zinterpretować przeczytany tekst (w ogóle nie trzeba czytać lektur!) a następnie w miarę składnie odpowiedzieć na pytania, które dotyczą tego, co maturzysta wcześniej przeczytał. Błędów ortograficznych można mieć ile się chce, to samo tyczy się interpunkcji. Fakt, klucze są na tyle popieprzone, że ciężko osiągnąć wynik powyżej 80 proc. bez przygotowania, ale z drugiej strony trzeba być niezłym głupkiem, żeby nie zdobyć wymaganych do zdania 30 proc.


Język angielski – czyli ten język, który większość uczniów wybiera jako język obcy na maturze. I tutaj podobnie, matura na poziomie podstawowym jest banalna i każda osoba, która obejrzała w swoim życiu parę filmów z Murzynami, znająca jedynie ‘fak ju’ oraz ‘get ałt bicz’ będzie w stanie zdać maturę z języka angielskiego bez większego problemu.


Przedmiot dodatkowy – teoretycznie też nie powinno być problemu. Większość gimnazjów i liceów są teraz profilowane. Co za tym idzie, najpóźniej w liceum decydujemy się, że jesteśmy np. humanistami i uczymy się historii na poziomie rozszerzonym. Na naukę mamy trzy lata. Powtarzam, trzy lata nauki, po kilka godzin w tygodniu jednego przedmiotu, do egzaminu, który jest na podstawowym poziomie i aby go zdać wystarczy zdobyć jedynie 30 proc. punktów. Nic do dodania.


Matury ustne – oceniane przez parę nauczycieli, którzy odgórnie mają nakazane, żeby uwalać tylko tych, których IQ jest na minusie. Znałem jedną osobę, która nie zdała ustnej matury z języka polskiego. Był to przypadek tragiczny, który nawet kupując dwa lizaki w sklepie, po 30gr jeden, nie wiedziałby ile ma zapłacić.


No i na tym koniec. Kolejny rok, kolejne banalne matury i kolejne tysiące idiotów, którzy zdając ten ‘trudny’ egzamin będą szczycić się posiadaniem egzaminu DOJRZAŁOŚCI.

Ale, nie ma tego złego… Ostatnio w TESCO znów musiałem długo czekać w kolejce.

czwartek, 30 kwietnia 2009

Świnia, grypa, panika.

Mamy kolejny kryzys. Tym razem zdrowotny.
W Polsce od kilku dni, w mediach nasilony jest temat świńskiej grypy. Zgonów nie mamy, zarażonych też nie, ale panika musi być. Jak to zwykle bywa, u nas jest najniebezpieczniej, wszyscy się najbardziej boją, a Lech Kaczyński myśli nad tym, czy może już nie wprowadzić kolejnej żałoby narodowej.
Nie mam ochoty rozpisywać się na temat tej parodii, ani też komentować tego całego zamieszania medialnego, dlatego podam kilka faktów, które może pomogą wam, czytającym ten tekst zrozumieć, że można wyjść z domu, iść do pracy i wyjechać na majówkę. Nawet do Meksyku.

W USA jak na razie na świńską grypę zmarła JEDNA (!) osoba. Rocznie na zwykłą grypę w Stanach Zjednoczonych umiera 35 000 osób. Można łatwo wywnioskować, że kiedy na świńską zmarłą jedna osoba, w tym samym czasie na zwykłą grypę zmarło kilkanaście. W Europie nie zmarł nikt. Kilka przypadków zachorowań na tą chorobę w Europie, lekarze określili jako „mało poważne i nie zagrażające życiu”. W Polsce nikt nie zachorował i nikt nie zmarł.
W Meksyku natomiast zmarło około 170 osób. Jednak zastanówmy się jak do tego doszło i jakim Meksyk jest krajem. Większość osób, które zachorowało i zmarło, mieszkało w bardzo oddalonych od, nazwijmy to ‘cywilizacji’ terenach. Leczyły się same, domowymi sposobami i nie były hospitalizowane. Nie znalazłem informacji na ten temat, ale wydaje mi się, że wiele osób w Meksyku ginie na ‘zwykłe’, mało poważne choroby, ze względu na brak leków i odpowiedniej pomocy medycznej. W chwili obecnej wyleczenie świńskiej grypy jest praktycznie pewne, a do miesiąca powinna pojawić się szczepionka na ten wirus. Zastanówmy się więc, czy patrząc na te FAKTY, powinniśmy obawiać się pandemii i aż tak bać się o własne zdrowie?

Na koniec jeszcze jedna ciekawostka. Pojawiła się teoria, jakoby świńska grypa, była chorobą, która atakuje jedynie Latynosów. Do tej pory zmarli sami Meksykanie (dziecko, które zmarło w USA przyjechało również z Meksyku) a zarażone osoby były również Latynosami (zarówno w stanach jak i w Europie). Idąc tym tropem, powstałą teoria jakoby wirus świńskiej grypy miał oddziaływać jedynie na Latynosów. Czy to prawda? Nikt tego nie potwierdził. Jednak śledząc informację o tej chorobie, zwróćcie na to uwagę.

Mam nadzieję, że ten tekst zaznajomi niektórych z tematem i zmusi do osobistych przemyśleń na temat świńskiej grypy. Chrum, Chrum.