sobota, 13 czerwca 2009

O ja pierd(op)ole

Kolejny rok, kolejne hity z Ameryki, kolejny singiel grupy Feel, kolejny rok z Dodą, ale już bez Joli. Kolejne Opole.

Oglądanie takich widowisk jak Eurowizja czy coroczny Festiwal w Opolu, daje mi do zrozumienia, że europejska muzyka popowa jest na dnie. A nawet gorzej – w depresji.
Debiuty, premiery, nowe piosenki ‘starych’ artystów. To wszystko jest do dupy. Nie ma ciekawych tekstów, dobrej muzyki, ciekawych osobowości. Nic a nic. Po prostu kolejny jakiś tam festiwal, kolejni młodzi, którzy chcą mieć szansę i kolejni starzy, którzy wierzą, że jeszcze zdążą coś ugrać (tutaj mam na myśli np. KASĘ, który śpiewając piosenkę o facebooku i naszej-klasie myśli, że pozyska nowych słuchaczy, którzy polecą na jego odkrywczy i nowoczesny tekst). Nie będzie w Polsce dobrego popu. Muzyka popowa powinna mieć wielu ciekawych reprezentantów, jednak po obejrzeniu tegorocznego Opola coraz mniej w to wierzę. Jeszcze tylko chce zobaczyć Sopot, aby się upewnić.

A dla tych, którzy nie oglądali, krótkie streszczenie Opola – można było zobaczyć próbujący od roku zrobić karierę zespół Pectus, powracającego na scenę Rynkowskiego, który nadal kojarzy mi się z piosenką o pociągu jadącym z daleka (i to tylko dlatego, że wykonywałem tą piosenkę osobiście podczas jednego z wyjazdów, za czasów przedszkola i dostałem za wykonanie, jakże w tych czasach cenne – jajko niespodziankę!), Anie Wyszkoni śpiewającą piosenkę z ambitnym tekstem (czy ten pan i pani, są w sobie zakochani) oraz starą babkę, która grała w jakimś serialu i za cholerę nie mogę sobie przypomnieć jak się nazywa (niech mi ktoś podpowie). Razem 16 cudownych premier Opola, z której to szesnastki, ani jednego zespołu nie chciałbym usłyszeć nawet jedząc kotleta na wiejskiej imprezie. Następnie debiutanci, którzy mieli wykonywać znane polskie hity (m.in. piosenki Republiki czy Perfectu). Nie będę się rozpisywał, ale jak słuchałem tych wykonań to zastanawiałem się, czy przypadkiem to nie jest jakaś akcja charytatywna dla upośledzonych, którym pozwolono trochę pośpiewać w Opolu. Słuchając wykonania "Mamony", można było usłyszeć krzyk Ciechowskiego. Zza grobu, w którym się przewracał.

Całe szczęście, że mamy dobrego rocka w tym niedobrym kraju nad Wisłą. Idę posłuchać Comy. A następny tekst będzie o prawdziwych popowych gwiazdach, bo nie tylko rockiem ten blog żyje.