Deszcz ma to do siebie, że zmienia nastawienie. Podczas deszczu słucha się innej muzyki, czyta więcej książek, gazet i ogląda ambitne filmy. Rzadko używam słowa ‘zaduma’, ale jeśli jednak mam go użyć to użyje go nie do świąt (taa… święta czas zadumy) ale w kontekście deszczowych dni. Dziwne, że większość osób woli patrzeć bezmyślnie w telewizor niż skupić się nad czymś i ‘odlecieć’ na chwilę w deszczową pogodę.
Ja po dzisiejszej, deszczowej lekturze prasy muzycznej, muszę stwierdzić, że… Depeche Mode jest wszędzie! W związku ze zbliżającym się koncertem brytyjskiej grupy, który odbędzie się już 23 maja na stadionie warszawskiej Gwardii, w większości prasy muzycznej miałem okazje przeczytać kilka obszernych artykułów o tym zespole.
Jako, że czytacie bloga, a nie gazetę, to zamiast opisywać historię i dodawać moje przemyślenia dotyczące kultowego Depeche Mode, daje wam do posłuchania utwór „Precious” w wersji live. Jest to jeden z tych utworów, które lubię słuchać właśnie wtedy, kiedy za oknem pada deszcz.

Brawo, warto. Być na Depeche Mode live, to musi być spore przeżycie. Misterium. Więcej takich zespołów
OdpowiedzUsuńehh... tylko te ceny biletów
OdpowiedzUsuńno ceny nie pomagają, trzeba im to przyznać :D
OdpowiedzUsuńDlatego teraz coraz bardziej popularne staje się odwiedzanie koncertów w pobliskich krajach, gdzie bilety są tańsze i łatwiej je dostać. Polska pod względem koncertów jest bardzo droga i nikt nie potrafi odpowiedzieć dlaczego.
OdpowiedzUsuńTo jest jeden z zespołów, na których koncert po prostu muszę kiedyś się wybrać. Żywię szczerą nadzieję, że nie wyginą zanim się wybiorę.
OdpowiedzUsuńSzkoda, że do koncertu nie doszło, współczujemy Gahanowi problemów, szkoda człowieka. Polecam ostatnią porażającą wręcz jego solową płytę, świetny zapis emocji odczuwanych przez wrażliwego człowieka
OdpowiedzUsuńCiekawe co dalej z tym koncertem. Patryk powiem Ci, że jest bardzo duże prawdopodobieństwo, że ten koncert będzie już ostatnim w Polsce. Wyginąć może nie wyginą tak szybko, ale w pewnym momencie po prostu przestaną grać.
OdpowiedzUsuńI zostana legendarni jak dziś Floydzi. I nie wierzę, że tak całkiem zamilkną, może ruszą z jakimiś solowymi projektami, jak już to zrobił ich lider, Gaham, o czym wyżej
OdpowiedzUsuńProblem z legendami jest taki, że... są legendami. Nie nagrywają nowych albumów, a tylko koncertują. Nagranie nowego albumu wiąże się z tym, że może on być do dupy, a co za tym idzie krytyka obśmieje, ludzie się troche zdystansują. Lepiej jest więc pozostać legendą, grać legendarne kawałki, nie nagrywać nowych, ale wciąż zgaraniać wielką kasę bez żadnego ryzyka.
OdpowiedzUsuńNie, prawdziwe legendy nie boją się nowości. Przytocznę choćby przykład Axela Rose a Gunsów, który dziesięć lat nagrywał nową płytę zespołu, ale nagrał ją mimo głosów, że nie powinien. Legenda nie boi się wyzwań, bo prawdziwa legenda zawsze się obroni. Black Sabbath wróciło na rynek, koncertuje, co prawda z innym wokalistą i pod inną nazwą, ale chce wejść znów do studia. Ozzy osbourne nagrywa cały czas, w domowym studio. Może ktoś wyda niepublikowane dotąd nagrania Kurta Cobeina. Prawda, że nie Kurt, ale jednak. Muzycy Floydów kontynuowali kariery solowo, ale co jakiś czas zbierali się i grywali koncerty. A część składu (mogę się tu mylić) chciała grać nowy materiał. Oczywiście często jest też tak, że nie warto. Nie wyobrażam sobie np., żeby Pink Floyd nagrał coś po "The Division Bell". Ale ta płyta to był testament. Jaśli w dyskografii jakiegoś zespołu takiego zamknięcia nie ma, to można, a nawet trzeba oczekiwać, że nie poprzestanie na tym, co było. Starych fanów nie straci na pewno, bo oni cenią ten zespół za ten legendarny materiał, każdą nową rzecz są w stanie wybaczyć. A zmieniać trzeba się w każdym wypadku, nawet legendarnych muzyków. Trochę przydługawo, ale ten temat akurat mi leży, czego nie ukrywam :D
OdpowiedzUsuńLegendy nie boją się nowości - ha ha ha.
OdpowiedzUsuńBlack Sabath? Jakie Black Sabath, gdzie jest Ozzy? W sądzie, będzie się procesował z grupą. No właśnie - Floydzi kontynuowali solowo - ale razem grywali tylko koncerty. Właśnie o to chodzi. Wolą grać solowo i narazić się na krytykę perkusisty/basisty czy samego wokalisty, że wydał gówniany album, ale razem wolą wykorzystywać znaną, dobrą, legendarną markę i robić kasę na koncertach. To z jednej strony pozwala podtrzymywać legendę, bez żadnego uszczerbku, ale z drugiej strony psuje muzykę, która przez to stoi w miejscu.
Ozziego moim zdaniem z powodzeniem zastąpępuje Ronnie James Dio, bez uszczerbku dla sławy. Kto z Floydów naraził się na krytykę? Solowe albumy byłych członków brytyjskiej grupy od zawsze były oczkiem w głowie krytyków, dodały legendzie zespołu poblasku, nie były komercyjnymi projektami. Gdyby Alex Rose chciał wykorzystać legendarną marke, to nie pracowałby nad "Chinese Demokracy" 10 lat, tylko wydał szybko pierwszy lepszy piece of music i kasę zarabiał. Czy to źle, że wrócili AC/DC albo Judas Priest? Że Metallica nie zawiesza działalności? Chyba nie. A fani chyba zasługują na nowości od swoich idoli, czy wielodziesięcznotysięczne koncerty raz na kilka lat. Pamiętajmy, że mówimy o muzykach klasowych, nie obrażajmy ich oskarżeniami o chciwość. To nie tak. Legendy musza trwać, ci ludzie to wrażliwi artystycznie muzycy, którzy może potrzebują muzyki do wyrażenia siebie. Weź na to poprawkę, bo to jest najistotniejsze w tym wszystkim. No i poza tym, to są ICH zespoły, mogą z ich marką zrobić, co chcą.
OdpowiedzUsuńNikt nie naraził się z Floydów na większą krytykę, ale nie o to mi chodziło. Przeczytaj jeszcze raz komentarz. Nad "Chinese Democracy" gunsi pracowali 15 lat :)
OdpowiedzUsuńWłaśnie źle mnie zrozumiałeś - to świetnie, że Metallica czy AC/DC grają. Ale jak rzadko! Gunsi mogli wydać albumy, i zrobić dobrą muzykę - ale po co, skoro zarabiali krocie na koncertach. Całkiem źle mnie zrozumiałeś jak widzę - a więc powtórzę - chciwość to właśnie NIE NAGRYWANIE nowych płyt w tym wypadku. Mogą z marką zrobić co chcą, ale przez nie wydawanie nowych albumów, nie narażają się na zepsucie marki, co mogłoby mieć miejsce w przypadku częstego wydawania płyt.
Jeszcze raz powtórzę - dobrze dla nich, źle dla muzyki.
Te nasze komentarze robią się tutaj dłuższe niż sam tekst. Kurwa, chyba niedługo zacznę wrzucać same tytuły i video, bo i tak najwięcej gadania ma miejsce tutaj :)
Nad Chineese Demokracy Axel Rose pracował 15 lat, Gunsi już nie istnieją, to właściwie solowy projekt lidera.
OdpowiedzUsuńRzadko? OK, napiszę coś takiego - w pewnym momencie przychodzi wypalenie, trzeba odłożyć nagrywanie na jakiś czas. To naturalne. Ale czy warto rezygnować z muzyki? Byłeś kiedyś na koncercie takiej legendarnej ekipy? Wiesz, jakie to emocje, jakie to cudowne przeżycie dla fanów? Takie koncerty przeradzają się w misteria. Ja wiem, czy źle dla muzyki? Muzyka to w naszych realiach religia, to wyraz jakichś wewnętrznych dążeń, to działanie, nie znosi próżni. Kiedy przychodzi wypalenie, taki muzyk dobrze, że choć koncertuje. A że zarabia kasę? Polityk siedzi w parlamencie i nic nie robi, a też zarabia kasę. A muzyk zapewnia ci niezapomniane przeżycie.
Taki temat poruszyłeś, że dyskusja sie klei i pewnie nieprędko skończy. Żałuj za błędy.
Albo popatrz, jednak koniec :D
OdpowiedzUsuń