Przed państwem najłatwiejsze egzaminy w życiu!
Język polski – do tego przedmiotu uczeń przygotowywał się całe życie. Żeby zdać maturę z
j. polskiego wystarczy poprawnie zinterpretować przeczytany tekst (w ogóle nie trzeba czytać lektur!) a następnie w miarę składnie odpowiedzieć na pytania, które dotyczą tego, co maturzysta wcześniej przeczytał. Błędów ortograficznych można mieć ile się chce, to samo tyczy się interpunkcji. Fakt, klucze są na tyle popieprzone, że ciężko osiągnąć wynik powyżej 80 proc. bez przygotowania, ale z drugiej strony trzeba być niezłym głupkiem, żeby nie zdobyć wymaganych do zdania 30 proc.
Język angielski – czyli ten język, który większość uczniów wybiera jako język obcy na maturze. I tutaj podobnie, matura na poziomie podstawowym jest banalna i każda osoba, która obejrzała w swoim życiu parę filmów z Murzynami, znająca jedynie ‘fak ju’ oraz ‘get ałt bicz’ będzie w stanie zdać maturę z języka angielskiego bez większego problemu.
Przedmiot dodatkowy – teoretycznie też nie powinno być problemu. Większość gimnazjów i liceów są teraz profilowane. Co za tym idzie, najpóźniej w liceum decydujemy się, że jesteśmy np. humanistami i uczymy się historii na poziomie rozszerzonym. Na naukę mamy trzy lata. Powtarzam, trzy lata nauki, po kilka godzin w tygodniu jednego przedmiotu, do egzaminu, który jest na podstawowym poziomie i aby go zdać wystarczy zdobyć jedynie 30 proc. punktów. Nic do dodania.
Matury ustne – oceniane przez parę nauczycieli, którzy odgórnie mają nakazane, żeby uwalać tylko tych, których IQ jest na minusie. Znałem jedną osobę, która nie zdała ustnej matury z języka polskiego. Był to przypadek tragiczny, który nawet kupując dwa lizaki w sklepie, po 30gr jeden, nie wiedziałby ile ma zapłacić.
No i na tym koniec. Kolejny rok, kolejne banalne matury i kolejne tysiące idiotów, którzy zdając ten ‘trudny’ egzamin będą szczycić się posiadaniem egzaminu DOJRZAŁOŚCI.
Ale, nie ma tego złego… Ostatnio w TESCO znów musiałem długo czekać w kolejce.

No ja też nie rozumiem całej tej nagonki maturalnej. Ja moim znajomym powtarzam, że nie ma czego się bać, że to nic trudnego. W przeciwieństwie do nauczycieli, którzy z matury zrobili straszak przeciw uczniom niechętnie zabierającym się do nauki :D
OdpowiedzUsuńStraszak i powod do chodzenia na lekcje.
OdpowiedzUsuńUśmiałam się nie mało czytając ten tekst, ale święta prawda:) ale tak to jest, najpierw straszą, a tak na prawde to nie jest takie złe, studia to dopiero wysiłek.
OdpowiedzUsuńDokładnie. Typowa sesja jest trudniejsza od całej matury. Ciekawi mnie, ilu z tegorocznych maturzystów wybierze studia a ilu pracę w Polsce lub zagranicą. W końcu kryzys mamy, także pewno jakiś wpływ to będzie miało :)
OdpowiedzUsuń